Historia o tym, jak szukałam fartucha, a kupiłam sutannę

Jednym z gości na tegorocznym Exodusie Młodych w Zwierzyńcu był ks. Paweł Krężołek SDS. To właśnie jego zdjęcie przywołało wspomnienie historii, którą chcę Wam opowiedzieć.

Ks. Paweł na stronie Exodus Młodych przedstawiany jest m.in. jako pasjonat gotowania. Na fotce ubrany jest w koloratkę i biały fartuch. No więc, ja kiedyś też chciałam sobie taki kupić…

Jako, że najłatwiej kupuje się przez internet, więc pewnego dnia usiadłam przy kompie i dalejże szukać białego fartucha. Co mnie do tego skłoniło? Najczęściej zakładam ubrania w czarnym kolorze, a fartuch, w którym dekoruje torty jest brązowy. Wiadomo, że cukier puder sypie się u mnie na kilogramy, więc po takiej pracy cała jestem w białym pyle. Usmarowana od góry do dołu. Niby normalna rzecz, ale jednak w przypływie geniuszu uznałam, że na białym fartuchu nie byłoby tego tak bardzo widać. No i wyglądałabym bardziej elegancko i tak, wiecie… profesjonalnie. 😉

Usiadłam więc przy kompie i szukam. Naprawdę nie wiem jak to się stało, że przed oczami wyskoczyła mi reklama sukienek. I to nie byle jakich! Wśród nich dojrzałam śliczną, czarną, z długimi rękawami i kieszeniami po bokach. Wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot. Tak bardzo mi się ta sukienka spodobała, że całkiem zapomniałam o białym fartuchu. Modelka na zdjęciu prezentowała się zjawiskowo więc „klik” i zamówiłam sobie to czarne cudo. Po dwóch dniach, gdy rozpakowywałam przesyłkę, zupełnie nie spodziewałam się TAKIEJ sukienki.

„Hmm, a Ty przypadkiem się nie pomyliłaś i nie zamówiłaś sutanny?” – zapytała moja teściowa widząc jak unoszę do góry sukienkę i oglądam ją ze wszystkich stron. Była naprawdę długa. Sięgała mi prawie do kostek (a miała raptem do kolan), kloszowana od pasa w dół z zakładkami i głębokimi kieszeniami (no całkiem jak w sutannach).

Założyłam, stanęłam przed lustrem i przyznałam rację. Brakowało tylko guziczków i koloratki… Zanim zdążyłam wsiąść do samochodu i pojechać do krawcowej, mój nowy nabytek zobaczyła reszta rodziny i wszyscy zgodnie przyznali, że sukienka wygląda jak sutanna.

Jestem blisko związana z Kościołem. Często chodzę na Mszę św., należę do wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca i mam równie częsty kontakt z księżmi. „No wiesz. Ja wszystko rozumiem, ale z ta sutanną to już lekkie przegięcie.” – skwitował mój mąż.

Obecnie sukienka sięga mi do kolan, podkreśla talię i chociaż już nie przypomina sutanny, to nadal wszyscy tak na nią mówią. Np.: „Ooo, dzisiaj zakładasz sutannę?” – teściowa, gdy zobaczyła mnie jak przygotowuję się w niedzielę do wyjścia do kościoła. „Wiesz, ta sukienka jest nawet ładniejsza niż twoja sutanna.” – córka, gdy zobaczyła jak przymierzam inną sukienkę. Itd…

Ostatnio jednak mój mąż przebił wszystko. Wychodzę sobie z pokoju ubrana w czarną sukienkę z białym kołnierzykiem, a on do mnie szczerząc zęby: „O! Szczęść Boże!” – To nie ta sukienkaburknęłam tylko udając oburzoną. 🙂 Nazwa przylgnęła do niej już chyba na stałe i pojawia się jako zamiennik do słów: „ta sukienka”.

Białego fartucha nie kupiłam do dziś i nadal pracuję w moim zużytym już nieco brązowym. Za to mam już kilka nowym sukienek. 😉

Ps. Ma ktoś na zbyciu biały fartuch dla cukiernika?

Spodobał Ci się artykuł? Możesz polubić go na fejsie 🙂
0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *