Kuchnia nieidealna i cukier terrorysta

Jakiś czas temu byłam u znajomej. Zaprosiła mnie na kawę i ciacho. Oczywiście wybrałam się do niej z wielką przyjemnością, bo fajnie raz na jakiś czas wyrwać się z domu, usiąść wygodnie i wypić pyszną kawę w miłym towarzystwie.

Jak tylko przekroczyłam próg jej domu od razu zauważyłam, że wszystko lśni czystością. Buty na korytarzu idealnie poukładane, a z podłogi to dosłownie można jeść, bo taka czyściutka. Wchodzę do kuchni i aż dech mi zaparło. Spojrzałam na moje ręce, czy przypadkiem nie usmarowałam się gdzieś po drodze, bo bałam się, że zostawię brudne ślady palców na blacie stołu. Na szczęście były czyste, więc ok. 🙂

Gdy usadowiłam się na krześle, moja koleżanka powiedziała: Przepraszam Cię za bałagan, ale nie zdążyłam posprzątać. No i wtedy zatkało mnie już totalnie. Nie zdążyła posprzątać… Rozejrzałam się dookoła raz jeszcze, bo przecież może coś przeoczyłam. Może gdzieś stoją brudne kubki po kawie, czy nie umyte talerze? Ale nie. Zlew był wręcz wypolerowany, a na blatach okruszków trzeba by było z lupą szukać.

Całe spotkanie przebiegło jak zawsze bardzo miło i sympatycznie, a kawa była pyszna. Wychodząc starałam się stąpać delikatnie po podłodze, by przypadkiem nie strząsnąć piasku z podeszwy butów. Paranoja normalnie. W drodze do domu zastanawiałam się jak ta moja koleżanka to robi, że jej dom tak lśni czystością. Przecież ja też codziennie sprzątam, a i tak jest bałagan. Nie posiadam zmywarki więc nawet kilka razy dziennie podwijam rękawy i myje naczynia, a i tak wieczorem z obu komór zlewu brudne naczynia prawie wypadają, domagając się ponownego mycia. Wyobraźcie sobie, że nawet z odkurzaczem biegam prawie codziennie. Co prawda lubię odkurzać, ale to nie zmienia faktu, że po tym moim sprzątaniu zazwyczaj po godzinie już i tak nie ma śladu. Nie mam w domu malutkich dzieci. No chyba, żeby zaliczyć do nich moją córkę i męża. 😉 Podsumowując: sprzątam codziennie, a i tak dom wygląda jak po przejściu huraganu. Że nie wspomnę jak wygląda kuchnia, gdy robię tort… Cukier puder jest wszędzie. Jeszcze nie nauczyłam się jak skubańca okiełznać. W trakcie mojej pracy atakuje dosłownie wszystko. Od blatów, przez moje ręce, aż po drewnianą podłogę, która cierpi na tym najbardziej. No bo zanim zdążę pozamiatać, to ten biały pył poroznosi się już po całej kuchni.

Czyli wiecie już jak wygląda u mnie sprzątanie. Sprzątam chyba tylko dla zasady, bo jestem przekonana, że za godzinę nie będzie widać żadnej różnicy.

A wracając do mojej wizyty u koleżanki. Ona nie ma dzieci, nie ma męża i co najważniejsze: nie robi w swojej pięknej kuchni tortów. Zresztą w ogóle poza kawą mało co w niej robi. Jest za bardzo zapracowana. I chyba właśnie w tym tkwi cała różnica. Ja po prostu swojej kuchni używam znacznie częściej niż ona. I, co tu ukrywać, czasami zwyczajnie nie chce mi się sprzątać. 😉 Bywają takie dni, kiedy mówię sobie: a czy te naczynia nie mogą poczekać do jutra? I wtedy robię sobie kawę, biorę do reki książkę i siadam przy stole. Fakt faktem, że długo tak nie posiedzę, bo zaraz znajdzie się ktoś zaskoczony nagłą ciszą i przyjdzie sprawdzić, czy jeszcze żyję i poprosi choćby o zrobienie kanapki, cobym się za bardzo nie nudziła… 😉

Czasem łapie mnie leń i nie sprzątam. W przypadku niespodziewanego gościa nie przepraszam za bałagan. Liczę, że może akurat nie zauważy tych piętrzących się w zlewie talerzy i kubków. 😉 Nie jestem idealna i moja kuchnia też taka nie jest. Posiadam swoje niedoskonałości, które jakoś muszę akceptować. Moja kuchnia też nie jest idealna i nie tylko ją akceptuję, ale wręcz bardzo lubię.

Czuję się w niej jak baletnica. Czasami tak szybko kręcę się w koło, że aż dostaje zawrotów głowy. 😉

Wychodząc od mojej serdecznej koleżanki miałam takie wyrzuty sumienia, że zaraz po przyjściu do swojego domu zabrałam się za sprzątnie. Odkurzałam, myłam i polerowałam. Efekt był zachwycający. Wszystko stało równiuteńko na blatach, zlew błyszczał, podłoga lśniła. Gdy moi bliscy stanęli w progu kuchni, aż otworzyli oczy ze zdumienia: Ooo, a co to się stało, że u nas tak wysprzątane. Spodziewamy się może gości? – zapytał mój mąż. Ja w zachwycie, chcąc efektownie pokazać czyściutką kuchnię, rozłożyłam na boki ręce i zrobiłam zgrabny piruet niczym baletnica i… strąciłam z blatu otwarte opakowanie cukru pudru, które zapomniałam schować do szafki. A niech by to szlag trafił! I było sobie czyściutko… I po co ja się tak męczyłam?

Moja kuchnia nie jest idealna i dość często czuję się w niej wręcz terroryzowana przez cukier puder i tak naprawdę, to kiepska ze mnie baletnica, ale to właśnie w tej nieidealnej kuchni czuję się idealnie. I wiecie co? Nie mam zamiaru mieć wyrzutów sumienia z powodu brudnych naczyń stojących w zlewie dłużej niż powinny.

Nieidealna kobieta w nieidealnej kuchni. Pasuję jak ulał.  To po co to zmieniać? 😉

Spodobał Ci się artykuł? Możesz polubić go na fejsie 🙂
0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *