Moje nowe przydasie- tylki giganty

Jako, że potrzebowałam kilku niedużych desek do krojenia, wybrałam się na szybkie zakupy. Wpadłam do sklepu jak burza, bo przecież dokładnie wiedziałam czego potrzebuję. Musicie wiedzieć, że ogólnie nie przepadam za robieniem zakupów. Robię, bo muszę. Najchętniej jednak kupuję przez internet, a już szczególnie jeśli chodzi o ubrania. Dlaczego? Bo przez internet nie trzeba przymierzać. 😉

A wracając do tematu… Biegnę pomiędzy półkami, bo przecież jak zwykle bardzo mi się spieszy. Biegnę i rzucam oczami to w lewo to w prawo w poszukiwaniu tych nieszczęsnych desek i co widzę? Nie uwierzycie! Na półce pomiędzy drewnianymi wałkami, całkiem obok (bardzo brzydko pachnących zresztą) plastikowych desek do krojenia, leżą sobie tylki! I to nie byle jakie. Ogromne, metalowe tylki! No cud malina po prostu! 😀 Żeby tego było mało, w zestawie z rozgranicznikiem kolorów kremów. Coś wspaniałego! Nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Naprawdę nie mogłam… No przecież na pewno mi się przydadzą!

No więc wzięłam dwie (jedyne jakie były) i szczerząc zęby podeszłam do kasy. Zapłaciłam i wyszłam. Bez desek.

Może to i dobrze się stało, bo te deski serio brzydko pachniały. W końcu je też kupiłam, ale już w innym sklepie.

Tym sposobem jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych wieelkich tylek. Czym prędzej muszę je wypróbować. Hmm może to będzie doskonała okazja do nagrania tutorialu z dekoracji muffinek i pokazaniu Wam kolekcji moich przydasiów? 😉

Ps. Na zdjęciu dwie nowe tylki w porównaniu z moimi standardowymi. Prawda, że różnica jest niesamowita?

Spodobał Ci się artykuł? Możesz polubić go na fejsie 🙂
0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *